Spacerowicze korzystający z pierwszych wiosennych promieni słońca na bałtyckich plażach natknęli się na liczne szczątki martwych ptaków. W mediach społecznościowych pojawiły się sugestie, że to jakiś większy pomór czy zatrucie. Zdaniem służb przyczyna jest zupełnie inna: to po prostu… koniec zimy.
Smutne znaleziska
Szczątki martwych ptaków znaleziono na odcinku od ujścia Potoku Oliwskiego do wejścia na plażę nr 57. Padłe zwierzęta należą do różnych gatunków, zwykle niewielkich rozmiarów: zidentyfikowano wśród nich kawki, gołębie, kaczki krzyżówki oraz mewy.
Jak podaje portal Trójmiasto.pl, od 1 marca na wspomnianym odcinku plaży znaleziono łącznie 20 sztuk martwych ptaków w różnym stopniu rozkładu. Na dodatek na pobliskim molo widnieje kartka o złowrogiej treści: obszar bardzo zjadliwej grypy ptasiej. W tej sytuacji obawy spacerowiczów wydają się jak najbardziej zasadne.
Czy to epidemia?
Nic z tych rzeczy – jak przekonuje Andrzej Hinz ze Straży Miejskiej w Gdańsku, powodem, dla którego wszystkie te padłe zwierzęta pojawiły się na plaży akurat teraz, jest ustąpienie zimy. Znalezienie jednej lub dwóch martwych mew na nikim nie zrobiłoby wrażenia – rzecz w tym, że teraz takie zjawiska się po prostu skumulowały.
Utrzymująca się pokrywa śnieżna sprawiła, że szczątki padłych ptaków były niewidoczne, a niska temperatura spowodowała, że przez pewien czas nie uległy rozkładowi. Teraz pokazały się wszystkie naraz. Co więcej, te same warunki (mróz i niska dostępność pokarmu) sprawiły, że śmiertelność wśród dzikich ptaków mogła być nieco wyższa niż w innych okresach roku.
A co z ptasią grypą?
Mimo iż padłe ptaki, o jakich mowa, nie muszą mieć nic wspólnego z ptasią grypą, służby apelują, by nie lekceważyć związanych z tą chorobą zagrożeń. W razie natknięcia się na takie szczątki należy powiadomić o znalezisku Straż Miejską, Gdańskie Centrum Kontaktu lub dokonać zgłoszenia przez stronę zglos.gdansk.pl.
Padłych zwierząt nie należy też dotykać. Ich ciała mogą być źródłem wielu patogenów, nie tylko tych związanych z ptasią grypą. Podczas spaceru trzeba więc trzymać psy pod kontrolą – wzięcie na smycz nie jest dla pupila nawet w połowie tak przykre, jak wizyty u weterynarza i zmaganie się ze skutkami choroby.
Tagi: ptaki, Trójmiasto, ekologia